Stojąc w korku na Giewont...

wtorek, 11.maja.2010, 12:57
.
Witajcie wszyscy! Ci co to czytacie, witajcie w szczególności. Ci, których tu nie ma... też witajcie! A nuż mnie kiedyś odwiedzicie :)

Ostrzegałam, że notki będą nieczęsto, więc proszę wybaczyć przerwę. Ostrzegałam również, że wpisy będą bardzo marudne, więc na kolejny marudny wpis się szykujcie.

Wakacje za pasem. Powiedzmy, że robi się co raz cieplej i co raz częściej możemy powitać słoneczko na niebie. Każdy sobie planuje jakiś wypad. Chwilkę wolnego. Czas żeby złapać głębszy oddech i odpocząć od szkoły, pracy itp. Jedni, ci młodsi, pojadą z rodzicami opalać się nad morzem. Starsi spakują plecaki i rzucą się w wir żeglarskiego szaleństwa, a ja chciałabym pojechać w góry.

Góry! Świeże powietrze, cisza, spokój, mnóstwo zieleni i przecudowne widoki, a dodatkowo nieograniczona przestrzeń, co przy mojej klaustrofobii jest niczym błogosławieństwo. Wyprawami w góry zarazili mnie rodzice. Napisałabym, że kiedy byłam małym chłopcem, ale nie byłam więc nie napiszę... o czym to ja?... aha. Kiedy byłam małą dziewczynką, co roku, wraz z rodzicami jeździliśmy do Szklarskiej Poręby. Przecudowna, klimatyczna miejscowość w Karkonoszach. Okoliczne „górki” po prostu mnie zachwyciły, ale to co zobaczyłam kiedy pojechałam do Zakopanego po prostu zwaliło mnie z nóg. Wiem, że na świecie jest cała masa piękniejszych i wyższych gór, ale za granicą nigdy nie byłam, więc Tatry są w tym momencie najpiękniejszym miejscem na ziemi.

Wróćmy może o kilka zdań. Cisza? Spokój? W górach?! Jakieś 7-10 lat temu to może, ale teraz? Obczajcie, że góry teraz stały się strasznie modne. Chcecie zobaczyć jak w sezonie (maj-wrzesień) wygląda wejście na Giewont? Proszę:



Na usta nasuwa mi się tylko pisane wielkimi literami i pogrubione WTF!!! Ja się pytam! Co Ci wszyscy ludzie tam robią?! Ja jeszcze rozumiem tych zapaleńców co chodzą po górach jak kozice i zachwycają się widokami, są przygotowani na każdą ewentualność i mają jakieś pojęcie o tym co to ,na słoik kiszonych ogórków, jest PARK NARODOWY.

Kilka przykładów z ubiegłorocznej wyprawy w Tatry. Była połowa września, więc już po sezonie. Godzina szósta rano, na szlaku na Kasprowy Wierch tłumy. Nagle moim oczom ukazuje się PinkBejba z metrowymi tipsami i w japonkach, drze ryja przez telefon i popala fajka. No ja pierdolę! W szpary między kamieniami i w wysoką trawę, idioci powpychali paczki po czipsach i plastikowe butelki. Ja naprawdę nie rozumiem jaki to jest problem znieść z góry pustą plastikową butelkę, skoro można było wnieść półtora litra wody na górę. Ludzie śmiecą, hałasują, schodzą ze szlaków zrywają kwiatki, łamią gałęzie, a co najciekawsze, nie zdają sobie sprawy z niebezpieczeństwa. Niech się taki lachon potknie i złamie nogę. Nikt mu nie pomoże, bo znoszenie rannego jest prawie nie możliwe, kiedy szlak jest wąski lub jednokierunkowy. Pozostaje tylko wezwanie helikoptera. Ale myślicie, że pokemon się przejmie? Nie! Ale macie zagwarantowane, że na naszej-klasie znajdzie się zdjęcie z wpisem „ja w helikopterze nad tatrami ^^ :**************” co w wolnym tłumaczeniu na polski oznacza „postawiłam na nogi cały TOPR, bo stwierdziłam, że lepiej będę wyglądać w japonkach niż w tych paskudnych buciorach, które ani trochę nie pasują mi do nowego topu”. Śmieciarze z kolei nie wiedzą najwidoczniej, że w górach żyją niedźwiedzi, które bardzo lubią czipsy, ciastka i kanapki z szynką, po których papiery tak cudownie pachną. A później afera na całą Polskę „Górski potwór rozszarpał niczego nie spodziewającego się, bezbronnego turystę!”. I pójdzie w górki „Pan ze Szczelbą”, misia wytropi i pif-pafką sprzątnie, bo to takie groźne i krwiożercze bestie są! „Niedźwiedź ludojad terroryzuje Tatry!”! Jakoś przez setki lat żarły jagody i króliki, a jak mu się mięcho samo pod nos pcha, i jeszcze nie ucieka tylko pstryka słit focię, to ja się nie dziwię...

Wiecie co? Jak na mój gust, wstęp w taki miejsca powinien być płatny... oj, słono się powinno płacić za wstępy do Parków Narodowych. Ktoś, komu by naprawdę zależało na takiej wyprawie na pewno wyłożyłby pieniądze. Różowe pewnie wolałyby wydać te pieniądze na solarę, a śmieciarze poszliby się uchlać...

Nie należę do Green Peace ani innej ekologicznej organizacji. Absolutnie nie jestem za tym żeby przykuwać się do drzew czy coś. Chodzi mi o to, że w Polsce zostało już naprawdę niewiele miejsc, o które powinniśmy dbać i się nimi chwalić. A jeśli to wszystko dalej będzie tak wyglądać to górki nam klapną, drzewa uschną, a zwierzaki spakują walizki i pójdą w pizdu...

Pozdrowienia dla kuzynki Olki – Zapaleńca turystycznego i dla Niedźwiedzia Edwina, który może kiedyś w Tatry ze mną pojedzie i rozszarpie to całe lachonarium na strzępy :*
.
Lien Smoczyca
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi: